1107049
 
   
  
   
Od 1955 roku mieszka w Wieleniu Bolesław Sołtysik
, osoba powszechnie znana, i to nie tylko w miejscu zamieszkania, i nie tylko z racji zamieszkiwania.

  Jest jednym z sześciu honorowych sędziów lekkiej atletyki w Wielkopolsce, drugi stażem po Stanisławie Świątek. Właśnie w tym roku obchodzi 50 - lecie swojej pracy sędziowskiej. Rada Miejska w Wieleniu uchwałą na swojej VIII Sesji w tej kadencji nadała Bolesławowi Sołtysikowi jako działaczowi społecznemu i sportowemu honorowy tytuł Zasłużony dla Miasta i Gminy Wieleń. Bo też może być przykładem w niejednej dziedzinie.

 
 

   Jeśli by gdzieś istniała uczelnia kształcąca ludzi niezwykle zorganizowanych, punktualnych i dokładnych, od których wymagana jest wysoka kultura osobista to pan Bolesław z powodzeniem mógłby być nie tylko wykładowcą, ale jej rektorem. Urodził się w Nądni w gminie Zbąszyń w rodzinie kolejarskiej. W 1936 rodzina przeprowadziła się do Legionowa pod Warszawą, gdyż ojciec dostał pracę w warsztatach kolejowych Warszawa - Praga. W 1940 roku całą rodzinę wywieziono na roboty do Niemiec i jako 15 - letni rozpoczoł pracę w fabryce samolotów Heinkel w Rostocku. Posłuchał zachęt ojca - podjął naukę. W 1947 roku w Schwerinie złożył egzaminy jako kreślarz technik. Kiedy wrócił do Polski w ciągu jednego roku, zdając kolejno egzaminy ukończył w 1949 roku Publiczną Średnią Szkołę Zawodową w Krzyżu i to z bardzo dobrym wynikiem. Co ciekawe, był w tej szkole i uczniem, i nauczycielem. Jako pierwszy potwierdził swoją wiedzę i umiejętności, jako drugi wykorzystał je zastępując nauczyciela rysunku technicznego. Jednocześnie pracował. Pierwsze dwa tygodnie w biurze odcinka drogowego PKP w Drawskim Młynie i później aż do przyjścia na emeryturę pracował jako planista w dziale głównego mechanika w Odlewni Żeliwa Ciągliwego w Drawskim Młynie. Pełnił tam również funkcję kierownika biura konstrukcyjnego. Zapytany o poczatki swojej długoletniej, niezwykle ciekawej przygody ze sportem wraca do czasu dzieciństwa, kiedy na jego usilną prośbę mama poszła na stację kolejową w Zbąszyniu, żeby mógł poznać Józefa Noji, który z reprezentacją Polski jechał na olimpiadę do Berlina. Zdarzenie to utkwiło także w pamięci Józefa Noji, bo znalazło się w jego wspomnieniach i uwiecznione w książce "Od palanta do olimpiady". Wyjaśnić trzeba, że mama Bolesława Sołtysika, Anna z domu Helak, była mieszkanką Pęckowa i szukając Noij'ego mówiła, co było prawdą, że chce się widzieć z sąsiadem. Prośbom zinteresowanego sportem syna nie oparł się także i tata, więc w maju 1939 roku na stadionie Polonii w Warszawie obaj kibicowali zawodom lekkoatletycznym. I wspomina do dzisiaj, jakie to szczęście miał jako dziesięciolatek widzieć wygraną Janusza Kusocińskiego i trzecie miejsce swojego bohatera Józefa Noji. Z wielu ciekawych sportowych wydarzeń podaje też to z 8 maja 1949 roku. W organizowanym tego dnia Biegu Narodowym o pierwszeństwo z powodzeniem rywalizował z Tadeuszem Brzezińskim późniejszym dyrektorem szkoły. Do dzisiaj w pokoju stoi zdobyta wtedy statuetka orła, na niej napis "Biegi Narodowe w Krzyżu. I miejsce. 8 maja 1949 roku".  
   W krótkim czasie po odbyciu służby wojskowej, 5 lipca 1953 roku zdobywa uprawnienia sędziego lekkiej atletyki. W ciągu 50 lat swojej sędziowskiej pracy zdobywa kolejne stopnie. Od kwietnia 1956 roku jest sędzią okręgowym, od lipca 1961 roku sędzią związkowym, od stycznia 1975 sędzią międzynarodowym, od 1978 sędzią honorowym, od 1990 sędzią głównym rzutów - I licencja i od 1998 roku sędzią honorowym. Na liście honorowych sędziów lekkiej atletyki w Polsce w kolejności uzyskania tego tytułu jest na 10 - tym miejscu. Z mnogości imprez sportowych, którym sędziował najbardziej utkwiły w pamięci te najwyższe rangą. A więc dwa razy był Sędzią głównym Mistrzostw Polski w lekkiej atletyce, raz zastępcą sędziego głównego. Jeden raz był sędzią głównym Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży w Pile. Z innych poważnych zawodów są półfinał europejski w Warszawie oraz memoriały Kusocińskiego i Malinowskiego. Jest na prawie każdych mistrzostwach Polski. Wyszkolił ponad 250 sędziów lekkiej atletyki. Pełnił też wiele funkcji, między innymi był przewodniczącym Kolegium Sędziów przy OZLA w Pile. W kolekcji pamiątek nie dziwią więc zdjęcia z wielu znanymi sportowcami i działaczami sportowymi. Wśród wyróżnień posiada podwójnie srebrną odznakę POZLA, złotą odznakę POZLA, złotą odznakę PZLA, honorową odznakę "Zasłużony sędzia L. A", złotą odznakę "Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej", honorowe odznaki "
   Za zasługi w rozwoju województwa poznańskiego i pilskiego", Złoty Krzyż Zasługi. Teraz kiedy oboje z żoną Marią Heleną są na emeryturze, więcej czasu może poświęcić zainteresowaniom. Systematycznie dokonuje pomiarów temperatury powietrza atmosferycznego w ciągu doby. Z notatek z powodzeniem mógłby skorzystać ktoś piszący pracę. Posiada opracowanie, z podaniem źródeł czterdziestostronicowej biografii statystycznej Józefa Noij z lat 1934 - 39, gdy reprezentował Polskę poza jej granicami. U pana Bolesława Sołtysika można się dowiedzieć o startach i wynikach Biegów Ulicznych w Pile "Pilska 15", Mistrzostw Polski w Półmaratonie i Biegów Noji'ego w Wieleniu. Razem około 6 000 kartotek. I to nie tylko tradycyjnie w skoroszytach, ale zapisanych komputerowo. Tam też wpisane są wszystkie dane dotyczące startów i wyników wnuczki Honoraty Kupczyk, której dyscypliną, uprawianą z sukcesami, jest strzelectwo. Ciekawostką jest 32 metrowa żyłka, na którą pan Bolesław nanizał około 16 000 ziarenek jabłkowych. W dodatku powiada, że ponad 90% tych jabłek skonsumowali we dwoje z żoną. A żona Maria z uśmiechem przyjmuje demonstrację swoistych korali. Dowiadujemy się przy okazji, że państwo Sołtysikowie wychowali czworo dzieci, mają dzisięcioro wnuków. Sama pani Maria pracowała w Nadleśnictwach Wieleń i Krzyż, w Rejonie Lasów Państwowych w Trzciance w pionie finansowym. Był też czas pracy w GS Wieleń. Przez dwie kadencje pełniła funkcję radnej Wojewódzkiej Rady w Pile. Państwo Sołtysikowie najpierw jeździli Syrenką, teraz fiatem Uno. Pan Sołtysik bardzo ceni u ludzi prawdomówność i punktualność, nie znosi wulgarności w ogóle , a u sportowców w szczególności. Za takie zachowania są u niego żółte kartki. Jest człowiekiem bardzo aktywnym. Ale gotowy, to deklaruje, posędziować społecznie każde zawody organizowane przez organizacje sportowe, szkoły w środowisku naszego powiatu.

 Źródło gazeta "Echa" Marian Bakinowski